piątek, 9 listopada 2012

Przemiana - Jodi Picoult


            Był sobie pewien człowiek. Od początku jego życia miał pod górkę. Zmuszony do tułaczki po licznych rodzinach zastępczych, od 16. roku życia miał konflikty z prawem. Podpalił dom swoich rodziców zastępczych. Z nudów, z gniewu? A może kierowało nim zupełnie inne pragnienie?
           
Tego wszystkiego dowiemy się dopiero na końcu powieści, gdy spotkamy bohaterkę bliską sercu Shay’a. Owy Shay Bourne to okrutny pedofil i morderca. Zabił małą dziewczynkę i jej ojczyma. Popełnił morderstwo w domu ludzi, którzy dali mu pracę i traktowali niemal jak członka rodziny. Czy ktoś po usłyszeniu aktu oskarżenia, po obejrzeniu dowodów i wysłuchaniu pogrążonej w rozpaczy June Nealon, która straciła w wypadku swojego pierwszego męża, a teraz najukochańszą córeczkę i drugiego partnera, ma jakiekolwiek wątpliwości, że Shay nie zasługuje na nic więcej niż kara śmierci?
           
Z początku wątpliwości miał Michael, młody student matematyki, który był przysięgłym na jego procesie. Po długiej debacie i wahaniach w końcu zapisał swoje nazwisko na tablicy po stronie tych, którzy opowiadają się za straceniem Shay’a. Wyrok został wydany, od ponad połowy wieku była to pierwsza kara śmierci w New Hampshire. Stan nie był na to przygotowany. Trzeba było dobudować salę straceń, zakupić odpowiedni środek chemiczny do zastrzyku oraz łoże, na którym Shay straci życie. Tymczasem my, dzięki narracji wieloosobowej, poznajemy Shay’a bliżej, z perspektywy współwięźnia Luciusa oraz ojca Michaela. Tego Michaela, którego wyrzuty sumienia zaprowadziły do seminarium duchownego. Michal jest przewodnikiem duchowym Shay’a. Pytanie tylko, kto takiego przewodnika potrzebuje…

Okazuje się, że Shay ma niezwykłą moc, która potrafi zdziałać prawdziwe cuda. Na tyle efektowne, że pod więzieniem zbiera się grupka ludzi, którzy wierzą w to, że Shay jest Mesjaszem. Zaczyna w to wierzyć nawet ojciec Michael, który na własne oczy widzi możliwości skazańca. Kolejną bliską mu osobą jest Maggie – zakompleksiona kobieta, która walczy o równość wszystkich ludzi. Walczy także przeciwko karze śmierci, którą uważa za czyste barbarzyństwo. Jak powiedziała Maggie, Stany Zjednoczone są ostatnim wysoko rozwiniętym państwem, w którym jest ona jeszcze możliwa. Wreszcie, bezsilna, toczy batalię o sposób śmierci Shay’a. O sposób, który po jego straceniu może przynieść jeszcze wiele dobrego, a przede wszystkim uratować życie drugiej córce June Nealon.

No cóź, za niektóre czyny mamy kogoś ochotę zabić. Są czyny, za których popełnienie człowiek nie zasługuje nawet na trzy posiłki w ciemnej sali. Do takich zbrodni z pewnością można zaliczyć gwałt i zastrzelenie małej dziewczynki. Większość ludzi w ciemno opowiedziałaby się za wyrokiem śmierci dla zwyrodnialca. Ta powieść Jodi Picoult pokazuje nam jednak, że nie zawsze białe jest białe, a czarne jest czarne.

Skazany na śmierć, który ma nadprzyrodzone moce i nie potrafi sformułować myśli. Jest analfabetą i coś w jego zachowaniu jest nie tak. Skądś to znamy, prawda? Szczerze mówiąc obawiałam się tej powieści, a po 120 stronach miałam zamiar porzucić. Wydawała się niesamowicie podobna do „Zielonej Mili” Stephena Kinga. Czyżby Picoult chciała skopiować mistrza? Cóż, po przeczytaniu całej lektury dochodzę do wniosku, że jest niemal identyczna. Nie potrafię być jednak wściekła za Picoult, ponieważ po raz kolejny mnie oczarowała. Zgrabnie dobrane zdania, emocje i przyspieszone bicie serca, niepokój przy odwracaniu każdej strony, napięcie w oczekiwaniu na rezultat procesu… I wreszcie podstawowe pytanie: Co tak naprawdę stało się w domu June Nealon? Pytanie, na które odpowiedzieć każdy musi sam.

Polecam tę powieść wszystkim miłośnikom dramatów. Znajdziecie tu wszystko, czego potrzeba w jesienne popołudnie, aby zatopić się w lekturze i ciągle przeżywać rozterki bohaterów, kwestionować ich wybory i próbować poznać prawdę…

9 komentarzy:

  1. Wiem, że nie życie nie jest czarno-białe, ale zabójstwa nic nie tłumaczy i nie ma dla niego usprawiedliwienia. Ze względu na swój punkt widzenia pewnych kwestii, jestem bardzo ciekawa "Przemiany", tym bardziej, że lubię styl autorki i ufam jej bezgranicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam serdecznie i jestem ciekawa twojego punktu widzenia po przeczytaniu :)

      Usuń
  2. mam za sobą jedną książkę tej autorki i bardzo mi się podobała, na pewno skuszę się na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo cenię sobie tę pisarkę, więc na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam do zabawy: http://takijestswiat.blogspot.com/2012/11/zabawa-blogowa.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo sobie cenię twórczość Picoult, porusza trudne i kontrowersyjne tematy. "Przemianę" na pewno warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, i stwierdzam, że jest to najgorsza powieść Picoult w całym jej dorobku. Ale i tak wielbię twórczość tej pisarki pod niebiosa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, to zupełnie inna opinia od mojej :) Dla mnie jak na razie najgorsza była "Linia życia".

      Usuń
  7. Uwielbiam książki Picoult i zawsze chętnie po nie sięgam:)

    OdpowiedzUsuń